 |
|
 |
 | Mili |  |
 |
 | |  |
 |
 | |  |
ML
Zwierzofan

Dołączył: 13 Sty 2007 |
Posty: 579 |
Przeczytał: 0 tematów
|
|
Skąd: Zgierz |
|
 |
Wysłany: Pią 0:10, 09 Mar 2007 |
|
 |
|
 |
 |
Hej, wielbiciele rudej uciekinierki! Melduję, że całe i zdrowe powróciłyśmy z wojaży do domu. Nikt nie uciekł Choć czasem strach był duży.. Jednak zaczynam wierzyć, że sunia mnie akceptuje, jestem dla niej ważnym człowiekiem (pewnie chodzi o żarcie ale nie czepiajmy się tego, ok?) i wiadomo, że jak się pies zaplącze w moje nogi to się krzywda psu nie stanie
Powiem, że jechałam do Serocka z lekkim niepokojem, ponieważ nikt z organizatorów szkolenia nie wiedział, że zabieram psa. Doszłam do wniosku, że jak zacznę to oficjalnie załatwiać to skutek może być różny. Tak więc wsiadłyśmy do auta we trzy: początkowo jeszcze Idkę musiałam dostarczyć do babci. Dziecko zaprowadziłam, pies został na dwie minuty w samochodzie i już był strach, że ją zostawiłam! Autentycznie. Nie było wciskania się w siedzenie tylko regularny siad, wyglądanie przez okno i piski na mój widok kiedy wróciłam.. Trochę było przepychanek na początku, ponieważ sunia w żaden sposób nie miała zamiaru NIE trzymać mnie swoimi zajęczymi łapkami za rękę a odsuwana na fotel pasażera (nie żeby pies z tyłu siedział.. tak daleko.. ) bezustannie próbowała mnie, dosłownie: trzymać. W końcu położyła łapy na leżącej obok mojej torebce i tak przejechałyśmy te 160 km.
Na miejscu okazało się, że pani w recepcji była aniołem. Dała pokój osobno zamykany (wspólna na dwa pokoje łazienka) żeby nikt do psa nie zaglądał. A jak zaniosłam torbę i wróciłam z psem na ręku (sztywnym ze strachu oczywiście no i z wygoloną i pokrojoną dupką) to pani nas z piętra wróciła i powiedziała, że właściwie to te dwie panie.. co to przede mną się meldowały.. to im się jedynki należały.. ale one chciały razem.. więc ja tę jedynkę mogę dostać.. bo psinka taka biedna.. i wystraszona.. i paniom sprzątaczkom to ona też powie, żeby nie sprzątały.. nie wchodziły w ogóle, bo się sunia wystraszy obcych.. No ANIOŁ mówię, nie kobieta
Tak więc miałyśmy totalną labę! Suni wyścieliłam KołderkęWMisie pod biurkiem, pies zaległ w te pędy i dalej obserwował spokojniej moją krzątaninę.
Dni upływały nam podobnie: rano wieeeeelka radość połączona z wywijaniem rudej pupki i kręceniem małym ogonkiem, później kołnierz i chwila samotności (śniadanie), kanapka z masełkiem i wędliną (pies nie jada psich puszek ani suchej karmy) no i spacerek.. Na początku był stres, bo nie było TEJ trawki.. poza tym ośrodek położony jest w lesie nad samym Zalewem.. Zegrzyńskim badajże.. Zapachów, zajęczych bobków, nawalających w drzewa dzięciołów i innych świergoczących towarzyszy cała masa.. Pies był w rozsypce totalnej ale o dziwo.. nie była spięta, patrzyła cały czas czy jestem blisko, uspokajała się jak do niej mówiłam, była ciekawa tego wszystkiego! Coraz lepsze zachowania pies prezentuje. W końcy znalazła sobie odpowiednie miejsce na załatwienie pewnych spraw.. i po problemie. A jak się już troszkę otrzaskałyśmy z lasem i zajęczymi bobkami to zaczęłyśmy chodzić nad zalew. Tam to dopiero psica szczęśliwa była! Taaaaka woda, szuwary suche i trzeszczące, piasek, muszelki ślimacze.. tyle do wąchania Rewelacja. Nawet współuczestnicy szkolenia byli akceptowani na spacerach (z daleka oczywiście ale nie trzeba było się na psa rzucać i na ręce brać żeby nie prysnęła tylko się pies za nogami moimi chował, przysiadał na zadku i czekał aż rozmowę skończę i pójdziemy dalej).
Psica miała trzy spacerki w ciągu dnia. W pokoju była grzeczna, żadnego pisku, kołnierz na szyi nosiła karnie (jakoś nie może wytrzymać do jutra i sama sobie próbuje szwy zdejmować), w nocy śpi na misiach. Wieczorem przewracała się na łóżku.. Normalnie sobie pies wskakiwał i zeskakiwał.. Mnie serce stawało z powodu chorej łapy ale sunia nie miała najmniejszych trudności ani też dyskomfortu z tego powodu. Widać, że rana zagojona i chyba w środku też całkiem całkiem, bo ją to już tak nie boli..
No dobra to teraz trochę fotek z pierwszych wspólnych przymusowych wakacji..
Pierwszy dzień.. pani wróciła po szkoleniu na dobre do pokoju..
można się "przykleić" do butów..
byc blisko..
smutne chwile z abażurem..
żwaczyk od cioci Szantiny... mniam
TE liście.. prawie jak TA trawka pod blokiem..
i hop.. na łóżko! Prawda, że zupełnie inaczej się sunia prezentuje?
słoneczko.. ciepełko.. smycz całkiem niekrótka..
Nad zalewem..
co tam tach pachnie?
wyschnięte szuwary.. zapaszek
prawda, że Rudzielec w plenerze prezentuje się całkiem całkiem?
Na koniec tylko dodam, że posiadam kilka fotek z psem na łóżku, który z lubością poddaje się głaskaniu w zamian sympatycznie podgryzając moją rękę.. ale to już jutro.. padam a pobudka o 6:00.. do wieczora!
|
|
 |
 | |  |
 | Mili |  |
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 34 z 53
|
|
|
|  |